Pierwsze przesłuchanie płyty „zmiażdżyło mnie”.

Pod koniec ubiegłego roku ukazały się dwie bardzo ważne polskie płyty folkowe. Pierwsza – „Jeden-wiele” Karoliny Cichej i Elżbiety Rojek – to muzyczne porozumienie ponad wyznaniami, druga – „Tradycyjne pieśni o kobietach i krwi” Minimal Blood – zawiera hipnotyzujące pieśni dziadowskie o losach i zbrodniach kobiet.

Mordercze ballady

Album Minimal Blood wypełniają krwawe ballady o kobietach zbrodniarkach. Z dużym przymrużeniem oka można by stwierdzić, że to polska odpowiedź na słynny album Nicka Cave’a „Murder ballads”. Pierwsze przesłuchanie płyty „zmiażdżyło mnie”. Teksty wszystkich pieśni są przerażające i naturalistyczne. Pojawiają się tu historie kobiet, które decydują się na zbrodnie i które są zabijane; historie boskiej i diabelskiej kary za śmierć; historie prawdziwe i baśniowe, służące wzmocnieniu moralności ludowej. Wszystkie w pewien sposób skłaniają również do analizy sytuacji współczesnych kobiet. Jak można przeczytać w omówieniu płyty: „opowiadają o ich wrażliwości i emocjonalności, niemocy, ale i poczuciu sprawstwa, miłości i odrzuconych uczuciach”. Niezwykłe jest też to, że ten fascynujący i atrakcyjny repertuar jest w Polsce niemal zupełnie zapomniany.

W warstwie instrumentalnej artyści sięgnęli do stylistyki minimalistycznej awangardy. Rezultatem jest siedem wciągających opowieści wyśpiewanych „wiejskim” (otwartym) głosem przez Pawła Grochockiego i włożonych w ramy nakładających się na siebie, wielokrotnie powtarzanych motywów instrumentalnych fletów, altówki, wibrafonu i perkusjonaliów. W efekcie otrzymujemy tyleż niepokojące co oryginalne nagranie, skupione wokół niezwykłego pomysłu liderki zespołu Mai Miro-Wiśniewskiej.

Robert Majewski, Gazeta Wyborcza, 3.01.2019